Jeśli nie możesz zrobić tego, co trudne, zrób to, co niemożliwe. Aleksander Wielki
RSS
sobota, 14 listopada 2009
Łakomczuch

Misiek nałożył lody do miseczek…

Jemy…

On (skończywszy swoją porcję): Zjadałaś już?

Ja (pokazuję mu jeszcze pełną miseczkę): Jeszcze nie, a co?

On (idąc do kuchni): Najwidoczniej nałożyłem sobie mniej!


:)

18:14, medycznie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 listopada 2009
Z weselnika...

Cały weekend spędziliśmy z Miśkiem na Kaszubach. Naszym celem było wybranie sali na wesele. Jeżeli ktoś myśli, że szukanie sali na lato 2011 roku jest przesadą to dodam, że już kalendarz imprez się zapełnia. Czasem zostawała jedna wolna sobota w lipcu, a czasem dwie nie zarezerwowane w sierpniu! Zwiedziliśmy tuzin sal i nadal nie wiemy którą wybrać. Jeżeli w folderze jest napisane, że zmieści się 100 osób to trzeba liczyć, że sala jest przeznaczona na swobodną zabawę dla 80 gości. W takiej sytuacji postanowiliśmy przeliczyć osoby, których zabraknąć nie może. Wyszło 108 osób, do tego dochodzi ok.20 osób w rezerwie. I jak tu się zmieścić? Tylko dwie sale są w stanie zapewnić nam komfort i luz…ale… jedna ma bardzo słabe menu, a druga menu nie ma wcale, w końcu nocny stróż nie musi być w pełni doinformowany.

Wcale nie jest łatwo wybrać salę…średnio podoba mi się wizja wykreślania ważnych dla nas osób z listy gości...

19:14, medycznie
Link Dodaj komentarz »
M3

Udało się! Oczywiście kto wyczaił ogłoszenie? Misiek:) Długo czekaliśmy na tego typu ‘perełkę’. Nasze mieszkanie mieści się na Saskiej Kępie, 200 od tramwaju, cicha okolica. Nawet nie marzyłam o 3 pokojach!!! Mieszkanie liczy sobie 45m2 (zaraz Misiek mnie poprawi – 44,7m2), kuchnia oddzielna z oknem, mała łazienka i balkon! Nawet piwnicę mamy:) Wszystko jest przepiękne, nawet boazeria na korytarzu jest boska! A najbardziej zaskakująca to jest cena! Dzięki wyrozumiałej właścicielce zostanie nam sporo pieniędzy na remont.  W styczniu zaczynamy skuwać płytki, zrywać boazerię i ciągnąć masę dziwnych rur. Na bieżąco będę informowała o postępach prac remontowych:)

Dobrze, że siostra jest architektem, będzie z nami biedna bo już zaczynamy zadawać masę dziwacznych pytań. Wstępnie wybraliśmy kolory do kuchni, większy problem jest z łazienką. Za chwilę siadam do przeglądania katalogów z płytkami.

Rany, 3 pokoje…:)

18:47, medycznie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009
Bicycle

Na balkonie stał rower. Stał, bo już go nie ma. Dwa tygodnie temu jakieś łobuzy wdrapały się na nasze pierwsze piętro, przecinakiem zlikwidowali dwa porządne łańcuchy i zwinęli rower. Wszystko działo się za oknem naszej sypialni, w momencie kiedy smacznie sobie spaliśmy. Od tego momentu nie mogę w nocy spać... Skoro bez problemu dostali się na balkon, to może zechcą wejść do mieszkania…. Kiedy Misiek śpi, leżę i nasłuchuję odgłosów czy przypadkiem nic podejrzanego nie dzieje się za oknem. Czasem złoszczę się na Miśka bo gdy pochrapuje smacznie, zagłusza mi odgłosy dochodzące z zewnątrz!

Wstaje z łóżka co 20 minut i sprawdzam czy wszystko w porządku. Padam ze zmęczenia około 2 w nocy i nareszcie zasypiam… Nauczyłam się odróżniać dźwięk windy więc mam odrobinę mniej powodów do wstawania w nocy.

Żeby mniej się stresować, w nogach łóżka leży tłuczek do mięsa, z którym wyglądam jak nienormalna, przyznaję. Misiek zlitował się nade mną i zamawia czujniki na okna. Do tego projektuje alarm z niezależnym źródłem zasilania, z super głośnymi syrenami. Obiecał, że będzie głośno jak na lotnisku, może wtedy będę spała lepiej:)

23:33, medycznie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 października 2009
Po studencku

Przez te wszystkie zmiany w życiu prywatnym, zaniedbałam ostatnio sprawozdania z mojej jakże rozwijającej się drogi zawodowej. Drugi rok medycyny jest zdecydowanie cięższy dla mnie niż pierwszy! Na każdych zajęciach nas pytają lub jest kartkówka. Miałam ambitny plan robić notatki ze wszystkiego ale po prostu nie wyrabiam się.

Fizjologia – przedmiot niesamowicie ciekawy! Bardzo lubię czytać Konturka, na Traczyka na razie nie mam czasu. Skrypt uczelniany jest napisany beznamiętnie więc zaglądam do niego na sam koniec. Idea prowadzenia czterogodzinnych ćwiczeń jest pozbawiona logiki. Ku mojemu zaskoczeniu ćwiczenia wyglądają w ten sposób, że przychodzimy, jest kartkówka. Kto nie dostanie minimum trójki jest dopytywany podczas zajęć. Asystent przedstawia prezentację przygotowaną na bazie skryptu lub anglojęzycznych książek i gada przez całe zajęcia. Nie mamy żadnych zajęć laboratoryjnych, nie ma żadnego krojenia żab, żadnych elektrod…NIC!  Miałam cichą nadzieję, że ta prowizorka jest tylko przez pierwsze zajęcia. A tu mijają czwarte i wszystko jest po staremu. W tym momencie zazdroszczę studentom akademii medycznej w Gdańsku. Mają super laboratorium i sympatycznego dr Wierzbę, który czasem się jąka i żab studentom nie żałuje…

Powinnam jeszcze wspomnieć coś o wykładach z Fizjologii…niestety nie zrobię tego bo przestałam na nie chodzić. Są do niczego! Od czasu do czasu wpadnie jakiś sensowny doktor i powie co trzeba ale jak dotąd przeważa starsza pani profesor, której wykładów kompletnie nie rozumiem.

Biochemia – wykłady są całkiem do rzeczy. Rzadko na nich bywam bo nie mam siły wstawać rano. Uczę się po nocy więc wstanie o 2 godziny szybciej robi dużą różnicę. Seminaria z biochemii to kolejna rzecz, której sensu za bardzo nie pojmuję. Przychodzimy na dwugodzinne seminarium raz w tygodniu. Siadamy w ławeczkach i zaczyna się przepytka. Asystent pyta nas z omawianego tematu i stawia oceny.  Z zajęć nie wynoszę niczego nowego.  Jeżeli nie nauczę się sama w domu to nikt mi na zajęciach niczego nie wytłumaczy, bo przecież muszę przychodzić na nie obryta na blachę. Mam niezłe szczęście bo przemiła pani asystent, która będzie u nas jeszcze tylko przez jedne zajęcia już mnie zapytała. Dostałam 4 i mam spokój na jakiś czas.

Ćwiczenia z biochemii są średnio co dwa tygodnie. Dzisiaj miałam pierwsze z serii. Wiadomo, na początku kartkówka na punkty. Udało mi się uzyskać niezłą sumkę, oby tak dalej. Doświadczenia, które robimy nie są co prawda porywające ale jest o niebo lepiej niż na chemii u krwawej Bożenki! Pracujemy w grupach 6 osobowych, gadamy, śmiejemy się i podsypiamy równocześnie. Zajęcia trwają cztery godziny zegarowe więc ciężko jest wysiedzieć w spokoju.

Biofizyka – szczęście się do mnie uśmiechnęło. Zwolnili mnie z laborek więc chodzę tylko na wykłady i muszę napisać zaliczenie końcowe. Powinnam uczyć się teorii z ćwiczeń równocześnie ze swoją grupą żeby nie robić sobie zaległości…ale co ja poradzę, że nie mam już chwili w ciągu dnia ani w nocy na ten przedmiot?

Histologia – coraz częściej dopada mnie myśl, że egzamin z histologii już w sesji zimowej i wcale tak dużo czasu nie zostało! Moja wiedza histologiczna jest na marnym poziomie, a testy układane przez katedrę są niesamowicie szczegółowe. Tak więc pragnę wystosować apel do starszych roczników: jeżeli posiadacie cenne testy z ubiegłych lat, odkupię!

J.angielski – nowa babeczka przerabia z nami zawrotną ilość słówek. Czas je spisywać i gromadzić w głowie bo zaliczenie w tym semestrze aż tak łatwe to nie będzie.

Mało optymistyczna ta notka, ale tak to właśnie wygląda… rany, jestem już na drugim roku! Fajnie:)

19:28, medycznie
Link Komentarze (2) »
Narzeczona

Powoli oswajam się ze społecznym awansem, z konkubiny awansowałam na narzeczoną :) Miałam za bardzo się nie chwalić, ale co tam…pierścionek jest przepiękny! Białe złoto z brylantem odpowiada mi jak najbardziej! :) Same zaręczyny były cudowne, Misiek przeszedł samego siebie. Jeżeli wybieracie się na Mazury to polecam Dwór Kaliszki. Niesamowicie urokliwe i romantyczne miejsce, mają nawet własną herbaciarnie!

Po wstępnych rozmowach z Miśkiem zdecydowaliśmy pobrać się w sierpniu 2011 roku. Wesele oczywiście będzie w Trójmieście, regiony kaszubskie bardzo nam odpowiadają. Kościół w którym byłam chrzczona jest niesamowity. Brali w nim ślub moi dziadkowie, rodzice, siostra… a teraz czas na nas:) W listopadzie wybieramy się do Trójmiasta, czas obejrzeć kilka sal weselnych i zarezerwować najlepszą. Zapas czasu jaki mamy powinien pozwolić nam na spokojnie zająć się każdym szczegółem wesela. Od jutra zaczynam pracować nad sylwetką, przynajmniej mam teraz motywację, biały przecież pogrubia:) Jesteśmy z Miśkiem baaaaardzo szczęśliwi. Dobra, na razie koniec o ślubie bo zamiast bloga zrobi się z tego poradnik weselny:)

Skoro ślub jest dopiero w 2011 to wypadałoby zrobić coś pożytecznego w 2010! Idealnie nadaje się do tego kupno wspólnego mieszkania. Nawet mamy jedną ofertę na oku. Nie chcę za dużo mówić żeby nie zapeszać. Trzymać kciuki żeby wszystko elegancko wyszło! :)

Sporo zmian się szykuje, ślub, mieszkanie, remonty…a rodzicie czekają na wnuka. Ale spokojnie, ta zmiana aż tak szybko nie zajdzie:)

18:46, medycznie
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 października 2009
TAK TAK TAK
On – zorganizowany Ona – roztrzepana
On – zrównoważony Ona – histeryczka
On – lubi robić bałagan Ona – lubi sprzątać
On – lubi science fiction Ona – lubi dramaty
On – nie układa naczyń z suszarki Ona – przycina płaszcze zamykając szafę
On – wstaje z łóżka od razu Ona – wstaje po 5 budzikach
On – woli ryż Ona – woli makaron
On – jest alergikiem Ona – uwielbia koty
On – lubi ją rozpieszczać Ona – też to lubi
On – poprosił ją o rękę Ona – ze łzami na policzkach powiedziała TAK
18:28, medycznie
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 października 2009
Kochani sąsiedzi

Ogłoszenie z naszej klatki schodowej:

„ Serdecznie dziękujemy administratorowi bloku za zakup i aranżację donic z kwiatami znajdujących się przy wejściu.

p.s. Tym którym to przeszkadza również dziękujemy.”

:)))

21:35, medycznie
Link Dodaj komentarz »
Zajęcia

Tydzień zajęć już za mną, a już pojawił się problem…a mianowicie moje poranne wstawanie!!! Codziennie wstaję o 6. Szykując się do wyjścia marudzę pod nosem, że to za wcześnie i nie dam rady przeżyć całego dnia z otwartymi oczami. Wychodzę w pośpiechu o 7, często stojąc w drzwiach zawracam, żeby dać śpiącemu Miśkowi całuska. Potem biegnę na tramwaj i jadę na Banacha na wykład. Co do treści wykładów…daję jeszcze szansę rozkręcić się prowadzącym. Najgorsza jest fizjologia. Ciężko mi nawet powiedzieć o czym był pierwszy wykład. Babeczka rzuca masę schematów, których nie zdążę przepisać, o wyjaśnieniu różnych magicznych skrótów i mechanizmów działania nawet nie marzę! Miejmy nadzieję, że będzie lepiej.

Fizjologia – o ćwiczeniach już pisałam więc powtarzać się nie będę. Dodam tylko, że jeszcze nic nie umiem na poniedziałek.

Biochemia – wykład bardzo fajny, mimo zawrotnego tempa był dość konkretny. Seminarium z biochemii już za dwa tygodnie. Będą to pewnie jedne z bardziej stresujących mnie zajęć bo asystenci pytają nas przez cały czas.

Biofizyka – udało mi się zwolnić z części zajęć ale zaliczenie i tak muszę napisać. Z tego wniosek, że nie ma obijania się i wkuwam materiał równocześnie z moją grupą.

Histologia – asystent się zmienił. Pogłoski chodzą, że robi bardzo trudne testy pod koniec semestru.

J. angielski  - przez semestr mam zastępstwo z dziwną babką. Każe czytać nam w domu magiczne artykuły, z których mało rozumiem.

Chyba nie muszę mówić, że lenia mam okrutnego i dzisiaj nie otworzyłam ani jednej książki.  Od jutra obiecuję wziąć się do roboty! :)

21:20, medycznie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 września 2009
Zaczęło się

Drugi rok medycyny uważam za rozpoczęty!

Dzisiaj minął pierwszy dzień zajęć. Jak na razie poznałam asystentów od fizjologii. Nie obyło się bez niespodzianki. Zajęcia niby organizacyjne a tu proszę, kartkóweczka! Oczywiście nie przeczytałam niczego związanego z fizjologią. Po sprawdzeniu naszych marnych prac, asystent zlitował się nad nami i dopytywał nas na marne tróje. Pompa sodowo-potasowa okazała się przystępnym dla mnie tematem.

Jutro histologia, niby trzeci semestr więc zajęć organizacyjnych z pewnością nie będzie… a i tak jakoś nic na jutro nie umiem. Oby nowy asystent okazał się wyrozumiały dla rozleniwionych studentów.

22:02, medycznie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 września 2009
Misz masz

Pierwszy dzień jesieni okazał się dla mnie mało przyjemny. Dopadło mnie wredne choróbsko! Chodzę zakatarzona z nie fajnym bólem głowy i staram się jakoś funkcjonować.

Równy tydzień temu bawiliśmy się z Miśkiem na ślubie mojej najstarszej siostry. Po raz pierwszy oglądałam przygotowania do ślubu od kuchni. To wcale nie jest aż takie fajne jakby mogło się wydawać. Niesamowite zamieszanie i masa spraw do załatwienia sprawiła, że nie mogłam doczekać się końca tego cyrku. Podczas trwania błogosławieństw rodziców i całej ceremonii Misiek patrzył na mnie z lekkim przerażeniem bo co 5 minut miałam ścianę łez przed oczami. Obym na własnym ślubie nie wzruszała się aż tak często bo cała ceremonia przedłuży się z pewnością o godzinę! :)

W czwartek późnym wieczorem udało nam się dotrzeć do Warszawy. Po raz kolejny samochód mieliśmy zapakowany po dach! Po drodze zahaczyliśmy o świetną hurtownie, m.in. z naczyniami. Zatrzymaliśmy się dosłownie na 5 minut po przepiękne kubki, a wyszliśmy po godzinie z serwisem obiadowym na 12 osób. Ledwo co udało nam się wcisnąć zakupy do samochodu. Co prawda rozpakowywanie samochodu trochę trwało ale większy problem mamy ze znalezieniem miejsca w domu na te wszystkie rzeczy. Żeby było trudniej to pojechaliśmy wczoraj do Ikea i kupiliśmy kolejny fajny, poręczny stolik. Mamy już takie trzy! Jak widać uwielbiamy chomikować wszystko co wpadnie nam w oko:)

10:27, medycznie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2009
Sukienka x 3

Poprzedni tydzień należy do wyjątkowo intensywnych. Całymi dniami jeździłam po warszawskich galeriach i szukałam sukienki na wesele. Pod bacznym okiem Miśka przymierzałam wszystko co się da. I nic! Jeżeli sukienka wyglądała na wieszaku całkiem interesująco, to zdecydowanie traciła na urodzie gdy tylko ją ubrałam. Po przymierzeniu pięćdziesiątej kiecki zwątpiłam w swoją figurę. Światełko w tunelu pojawiło się w jednym ekskluzywnym sklepie…sukienka bardzo nowoczesna, zwiewna, promocja 50% więc cena nie była zawrotna. Przymierzam… i co? Za duża, wyglądam w niej jak nadmuchany balon! Mniejszych nie mieli. Mogli ją sprowadzić z Bydgoszczy, okres oczekiwania – 2 tygodnie więc też nie fajnie. Misiek wykazał się dużą cierpliwością na moje jęczenie i wpadł na genialny pomysł…jedziemy do Trójmiasta przez Bydgoszcz, podróż trwałaby dwie godziny dłużej. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł…w sumie nie wiadomo czy w mniejszą się wcisnę. Trudno, jedziemy. Przymierzam mniejszy rozmiar w Bydgoszczy, i co? Nastąpiło to, czego nigdy bym się nie spodziewała! Wcale nie była za mała, wcale nie była za droga…była ZA KRÓTKA! Długo zastanawiałam się czy na pewno jest aż taka krótka?! Po wykonaniu kilku szybkich ruchów, obrotów itp. stwierdziliśmy, że sukienka nadaje się wyłącznie na imprezy statyczne. Nie chcę na weselu siostry wzbudzać zbyt dużej sensacji, a goły tyłek może takową wywołać. Z żalem ściągnęłam ją z siebie i oddałam Miśkowi, który i tak kupił ją za moimi plecami:) Dzięki temu mam przepiękną sukienkę, która będzie czekała na odpowiedni moment. Albo nogi mi się skrócą, albo przekonam się do getr, za którymi nie przepadam. Po Warszawie i Bydgoszczy, kolejnym miastem była Gdynia. Wybór zdecydowanie większy ale jakoś żadna w oko mi nie wpadła. Misiek spasował z zakupów, w końcu ile można stać przed przymierzalniami gdzie nawet usiąść nie można. Przełom nastąpił w Gdańsku! Drugi sklep, do którego weszłam okazał się rewelacyjny! Z 5 fajnych sukienek wybrałam dwie najładniejsze i dzwonie do Miśka, żeby przyjechał i pomógł zdecydować. Całe szczęście Misiek też miał problem z podjęciem decyzji… i kupił mi dwie!:) Jeszcze nigdy w życiu nie miałam w szafie tylu fajnych kiecek, które założyłabym bez marudzenia. Wesele w przyszłą sobotę. Sukienki są, biżuterie pożyczam od przyszłej teściowej, torebkę zabrałam Aśce, w końcu w 8 miesiącu ciąży nie przyda się jej. Teraz czas popastwić się nad Miśkiem i kupić mu ładny garnitur. A jak będzie marudził to pójdzie w przykrótkiej sukience:)

14:26, medycznie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 września 2009
Nie mów nigdy kobiecie...

Co zrobić by romantyczny nastrój prysł?


Jesteśmy w Pucku na molo. On siedzi na ławce, a ja leżę z głową na jego kolanach…

Wiatr wieje, słońce świeci, jest cudownie….

On (patrząc na mnie z góry): Kocham cię

Ja (patrząc na niego z dołu): Też cię kocham miśku

On (nadal patrząc na mnie z góry): Wiedziałaś, że masz włosy w nosie?!

22:34, medycznie
Link Komentarze (4) »
Wieczór panieński

Z racji tego, że za 2 tygodnie moja najstarsza siostra wychodzi za mąż, trzeba było zorganizować  wieczór panieński. Całe szczęście obowiązek spadł na moją drugą siostrę, która dostąpiła zaszczytu bycia świadkową. Po cichu cieszyłam się, że nie padło na mnie…wiadomo dlaczego – egzamin. Moim zadaniem było kupienie fajnych gadżetów z sex-shopu oraz zrobienie tortu w kształcie fallicznym.

Na pierwszy ogień poszły sklepy z zabawkami dla dorosłych. Oczywiście Miśka zabrałam ze sobą, sama raczej nie miałabym odwagi panoszyć się po owych sklepach. Rany, nigdy więcej tam nie wejdę!

Kiedyś już szukałam podobnych gadżetów dla koleżanki. Różnica była taka, że zwiedzałam sklepy w Gdyni. O dziwo udało mi się znaleźć jeden świetny sklep, w którym zabawnych akcentów na podobne imprezy nie brakowało. Sklepy w Wawie okazały się mało fajne. Liczba hardcorowych ‘zabawek’ przeraziła mnie. Nawet nie przypuszczałam z jakich rzeczy korzystają ludzie. Na sam ich widok wytrzeszczałam oczy! W końcu udało nam się kupić kolorowe słomki peniski, formę do lodów w kształcie penisa, jadalne żele do ciała i kostkę do gry z narysowanymi różnymi pozycjami miłosnymi (a niech sobie poużywają, a co!).

Zdecydowanie lepszą zabawę mieliśmy z robieniem tortu. Po różnych pomysłach stanęło na tym, że zrobię tort tiramisu (przepyszny!), a na jego górze zrobimy piękny falliczny kształt. Problemy zaczęły się w momencie przygotowywania wzoru penisa. Każdy z nas miał inne wyobrażenia. Po dłuższych dywagacjach udało nam się dojść do porozumienia i prototyp był gotowy. Jako że, tiramisu to ulubione ciasto Miśka, dostał swoją mini porcję w małej miseczce. Jego tort różnił się jedynie wielkością i odlewem…na szczycie widniały przepiękne cycuszki. Wręczając  Miśkowi ciacho zaznaczyłam, że ma to potraktować jako swój wieczór kawalerski i innego mieć nie będzie! :)

22:22, medycznie
Link Dodaj komentarz »
Lokum

Poprawka z anatomii kompletnie odebrała mi chęć pisania bloga. Nie miałam ochoty co chwilę wspominać ile materiału już przerobiłam. Wystarczy, że ciągle miałam myśli zaprzątnięte anatomią. Misiek pięknie mnie wspierał ale tak naprawdę po raz pierwszy widziałam w jego oczach strach przed moim egzaminem. Było to na pewno związane z planami jakie wiążemy z Warszawą. Ostatnio intensywnie szukamy mieszkania, własnego mieszkania. Marzy nam się ok. 40m2, 2 pokoje (nie przejściowe), wymienione instalacje, kuchnia z oknem i chociaż mały balkon. Lokalizacja powinna być w miarę przystępna, tzn. tramwaj lub metro (na dojazd do centrum liczę ok. 1h w godzinach szczytu). Jak się okazuję, mamy wygórowane wymagania.

W przedziale cenowym, który jest w granicach naszych możliwości rzadko trafiamy interesującą ofertę. A najgorszą rzeczą, którą napotykamy na każdym kroku są BIURA NIERUCHOMOŚCI! Liczą sobie 2,9% netto od sugerowanej ceny mieszkania! Średnio uśmiecha się nam wydać 10 tysięcy za sam fakt podpisania umowy. Za takie pieniądze mielibyśmy cały sprzęt do mieszkania! Im dłużej oglądamy ogłoszenia tym nadzieja na kupno czegoś od osoby prywatnej maleje. W całej tej kłopotliwej dla nas sytuacji, najbardziej pocieszna jest moja mama. Martwi się tym, żeby nasza sypialnia nie była za mała…w końcu musi się tam zmieścić KIEDYŚ łóżeczko dla jej wnuka! :)

21:44, medycznie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8