|
Jeśli nie możesz zrobić tego, co trudne, zrób to, co niemożliwe. Aleksander Wielki
poniedziałek, 28 listopada 2011
i
Wczuwamy się z Miśkiem w atmosferę zbliżających się świąt. Co prawda śniegu jeszcze nie ma ale w salonie pojawiła się choinka! Jest tak samo urocza jak rok temu. Utrzymana w tonie fioletowo-srebrnych odcieni, a na szczycie wisi piękna gipsowa gwiazdka zrobiona przez pacjenta ze szpitala psychiatrycznego. Do tego Michael Bublé umila nam popołudnia śpiewając amerykańskie świąteczne kawałki. Zostaje jeszcze kwestia prezentów. W tym roku kupiliśmy jeden duży wspólny prezent w postaci łóżka. Ale żeby utrzymać tradycję zaskoczenia prezentem znalezionym pod choinką podnieśliśmy nieco poprzeczkę . Budżet wynosi max.60 złotych i losujemy literkę, na którą będzie prezent… Padło na literkę „i” :)
wtorek, 08 listopada 2011
Pomocny mąż
Godzina 20:00… udaję się do kuchni w celu przygotowania obiadu na następne dwa dni. On(wpada ochoczo do kuchni): Kochanie, pomóc ci? Mam wolne dziesięć minut bo potem zaczyna się film! :)
czwartek, 03 listopada 2011
Tata Wiesiu
Niesamowicie inteligentny, pracowity i pomysłowy... Z ostrym dowcipem, który nie jednemu mógł pójść w pięty… Twórca przepysznej wiśniówki… Jako pierwszy poprosił żebym mówiła do niego tato… Taki był mój teść… Walczył z chorobą nowotworową osiem lat i nie chciał odejść…
"Pan Bóg jest miłosierny i zabiera człowieka powoli żeby innym serce nie pękło z rozpaczy…"
sobota, 15 października 2011
Trochę o tym i o tamtym
Mąż-Misiek upiekł rano babeczki czekoladowo-bananowe… pychota! Posiadanie męża niesie ze sobą same korzyści. Mąż zawozi na zajęcia kiedy tramwaje się zepsują, obiad przygotuje, stópki wymasuje… jestem zachwycona! Miałam pisać o uczelni a jakoś wyszło o mężu. Cóż, priorytety w życiu ulegają zmianie:) A na uczelni…hmm… nie chcę zapeszać ale jest niesamowicie luźno. Nikt nie wyżywa się na biednych studentach, czasem tylko czekamy godzinę aż znajdzie się lekarz prowadzący. A najfajniejsze były zajęcia w przedszkolu! Po raz ostatni byłam w nim kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze mieściłam się na małych krzesełkach. Dzieciaki były wesołe, kreatywne i niesamowicie gościnne. Narysowałam fajną żyrafę i żółwia, budowałam parkingi samochodowe i gadałam przez zabawkową komórkę...i byłam z siebie bardzo dumna. Aż instynkt macierzyński się odzywa... co akurat męża trochę przeraża;)
poniedziałek, 10 października 2011
Troskliwy mąż
Wciskam się do męża-miśka na kanapę. Ja (trzymam się go kurczowo): Spadam! On: Zaczekaj, odsunę stolik żebyś się nie uderzyła!
A miałam nadzieję, że mnie przytrzyma...
sobota, 08 października 2011
Jesiennie
Mija drugi tydzień od powrotu z wakacji. Trochę zajęło nam przyzwyczajenie do jesiennych widoków za oknem. Do tego choróbsko przyplątało się do mnie i jakoś nie chce się odczepić. Zawsze choruje po zajęciach na oddziałach dziecięcych. Te małe krasnoludy mają jakieś zmutowane wirusy, na które kompletnie nie jestem uodporniona. Na szczęście mam troskliwego męża, który parzy mi herbatę, faszeruje lekami i owija w kołderkę. Do tego dostałam gigantyczne pudełko żelek, które znika w błyskawicznym tempie. Od poniedziałku znowu jesteśmy na diecie więc jem na zapas:) Po ślubie tyjemy w błyskawicznym tempie. Czas zacząć pracować nad swoją figurą. Ciekawe który to już raz piszę o odchudzaniu? To wątek, który wraca jak bumerang. Dobrze, że upiekliśmy wczoraj sernik z białą czekoladą…doda mi otuchy w planowaniu treningów:)
poniedziałek, 03 października 2011
Powrót do rzeczywistości
Po raz pierwszy nie jęczałam z powodu zbliżającego się roku akademickiego! A wszystko dzięki Turcji:) Wróciliśmy dopiero we wtorek w nocy, dzięki czemu opuściłam pierwsze dwa dni zajęć. Oj było warto! Z czystym sumieniem mogę polecić półwysep Bodrum. Wróciliśmy wypoczęci, opaleni na mahoń, z dużymi brzuchami od pysznego jedzenia. Przyznaję, że szybko przyzwyczajam się do luksusu…nie mam nic przeciwko żeby ktoś mi gotował, sprzątał i drinki przynosił. Gdy nudą zawieje na zajęciach, przenoszę się w myślach na leżak i rozkoszuje się słońcem i szumem fal…od razu jest mi lepiej:) Już kombinujemy z mężem-Miśkiem jakby tu stać się skromnymi milionerami, których stać na częstsze wakacje. Hmmm…jakby ktoś był zainteresowany wparciem finansowym młodego małżeństwa z dużym potencjałem to proszę zgłaszać się mailowo: med001@wp.pl Za hojne datki dziękują mąż i żona:)
wtorek, 13 września 2011
Turcja
Kremy do opalania są, lanserskie okulary przeciwsłoneczne są… no, to czas na Turcję! Pora zacząć podróż poślubną! Dzisiaj mija pierwszy miesiąc trwania naszego małżeństwa:) Pozdrawiamy wakacyjnie:)
poniedziałek, 12 września 2011
Klątwa żony
Odkąd awansowałam na żonę dzieją się dziwne rzeczy. Talent kulinarny odszedł w siną dal, umiejętności robienia trzech rzeczy na raz też poszły z dymem. Za co się nie wezmę to psuję. Po raz pierwszy w życiu zrobiłam niejadalny obiad! Co prawda oba zastosowane przepisy pochodziły z internetu ale i to mnie nie usprawiedliwia. Żeberka były żylaste, twarde i miały dziwny zapach, pieczone ziemniaki za bardzo spieczone, słone i gorzkie od ziół, o sałatce już nie wspomnę. Gdy chcę coś ugotować Misiek proponuje kebab, a to już zły znak. Dodatkowo zniszczyłam mężowi-Miśkowi super ekstra buty, które nosił okazjonalnie. Pomyliłam programy pralki i dziwnym trafem farba z butów zeszła…niestety, nigdzie nie mogę znaleźć identycznych, żeby szkodę mężowi wynagrodzić. Mąż-Misiek nazwał ten stan KLĄTWĄ ŻONY! Jako narzeczonej wychodziło mi wszystko idealnie…jako żonie? No cóż…:) Mam nadzieję, że w końcu ten okropny urok minie i wrócę do formy idealnej pani domu!
wtorek, 23 sierpnia 2011
Argument nie do podważenia
Obydwoje z mężem Miśkiem nie przepadamy za osami. Owad wleciał do pokoju…odruchowo biorę poduchę i zaczynam okładać osę… mąż Misiek wzburzony moim zachowaniem ochrzanił mnie, że tylko ją rozwścieczę i po chwili zabrał się za wyganianie szkodnika… Wziął do ręki ręcznik, spojrzał na osę, potem na mnie…a potem padło stwierdzenie: „Nie mogę tego zrobić, jestem alergikiem!” i oddał mi ręcznik usuwając się w kierunku drzwi.
czwartek, 18 sierpnia 2011
Dialogi - przygotowania do wesela
Siostra: Mała, czy masz coś niebieskiego, starego i pożyczonego? Ja: Niebieską mam podwiązkę, a pożyczone rajstopy od Magdy Siostra: a co masz starego? Ja: No rajstopy, przecież Magda miała ślub dwa lata temu!
Siostra: Mała, wybielałaś sobie zęby? Ja: No co ty, byłam na solarium, wtedy zęby wydają się bielsze, wychodzi taniej!
wtorek, 16 sierpnia 2011
Mąż i żona
Co to był za ślub!!! Jako mężatka czuję się wspaniale:) Mąż jest bardzo troskliwy i opiekuńczy, czyli żadnej zmiany na gorsze nie zauważyłam:) Błogosławieństwo w domu – dałam ciała i się poryczałam. Moja mama potrafi wzruszyć… Ceremonia w Kościele – cudowna! Składanie przysięgi patrząc sobie w oczy…takie chwile pamięta się do końca życia. Ksiądz Adam, którego poznaliśmy tydzień przed ślubem okazał się niesamowitym człowiekiem. Tak pięknego kazania jeszcze nigdy nie słyszałam u nikogo na ślubie. Na dodatek podczas podpisywania dokumentów na ołtarzu dał nam do siebie numer telefonu żebyśmy się jeszcze spotkali. Wesele – takie jakie sobie wymarzyliśmy. Muzyka boska, wódka zmrożona, obsługa sali rewelacyjna. A jedzenie…ach…dzik smaczny, żeberka genialne, krem z brokułów z prażonymi migdałami rozpływał się w ustach, skrzydełka w miodzie super, o żurku już nie wspomnę…no i te pieczone w ziołach ziemniaki… Tylko siedzieć za stołem i zajadać. Po raz pierwszy smakowała mi tzw. ’zimna płyta’, no bo jak może nie smakować m.in. roladka z kurczaka z fetą i orzechami?! O menu mogłabym mówić bez końca. Tort weselny gigantyczny i genialny. Kto zna cukiernię ‘Sowa’ niech skusi się na tort truflowy, zrozumie o czym mówię;) Pierwszy taniec – Misiu zamieszał się troszkę i cały układ nie wyszedł jak powinien. Na szczęście nikt nie zauważył:) Bawiliśmy się do 4 rano, nigdy jeszcze nie tańczyłam tyle na żadnym weselu! Goście – hojni i bardzo zadowoleni. Mamy nadzieję, że docenili nasz trud włożony w organizację. Wiele razy słyszeliśmy opinię, że człowiek bawi się najgorzej na własnym weselu…dementujemy te plotki! Nieskromnie powiem, że to najlepszy ślub na jakim byłam. Wręcz bajkowy! Jutro sesja zdjęciowa, a za niecały miesiąc – podróż poślubna do Turcji. Mężu mój, kocham Cię!!!
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Wieczór panieński
Wieczór panieński za mną! Już dawno tak dobrze się nie bawiłam. Muszę przyznać, że dziewczyny stanęły na wysokości zadania i urządziły imprezę o tematyce medycznej. Jako „siostra przełożona” dostałam niesamowitego pacjenta, któremu miałam zrobić sekcję zwłok. Wewnątrz miał poupychane przezabawne prezenty. Oczywiście ciasto o odpowiednim kształcie też mi zaserwowały. Nie obyło się bez zajęć plastycznych. Atrakcją wieczoru okazał się kolega siostry, który po kilku minutach spędzonych w łazience pojawił się w ręczniku na biodrach. Ręcznik śmiało zrzucił, rozsiadł się z drinkiem na fotelu i robił za naszego modela. Moim zadaniem było „zrobić’ kolegę z drutu, hahaha. Alkohol lał się strumieniami. Jakimś cudem żadna z nas nie odpadła i udało nam się doczłapać na imprezę w Sopocie. Do dzisiaj mam problemy z głosem i skrzeczę przeraźliwie. Następna impreza na liście – wesele;)
poniedziałek, 25 lipca 2011
Coraz bliżej...
Wesele za niecałe 3 tygodnie… Ranek zaczęliśmy z Miśkiem intensywnie, najpierw siłownia, duuuuużo siłowni….6 km biegiem, potem ze 2 km szybkim marszem pod górkę, rowerek -18 minut, a na deser ćwiczenia na brzuch, nogi, ręce, ręce, ręce… zajęło mi to bite dwie godziny. Dlaczego tak się męczę? A dlatego, że ostatnio byłam na przymiarce sukienki. Wiedziałam, że przytyłam 3 kg ale nie spodziewałam się, że coś będzie nie tak. Niestety, trzy głupie kilogramy poszły w górną część ciała i sukienka trochę rozchodzi się z tyłu na wiązaniu (na wysokości biustu). Czy tylko mi rosną monstrualne piersi jak przytyję?! Jak ja tego nie lubię!!! Czekają mnie masakryczne trzy tygodnie trzymania diety i sporej ilości ćwiczeń. Misiek również zrzuca przybrany nadmiar… w weekend czeka nas wyprawa po ślubny garnitur więc lepiej żeby brzucho trochę się zmniejszyło. Lista rzeczy do ogarnięcia przed weselem powoli się zmniejsza, oby tak również było z naszymi kilogramami.
poniedziałek, 18 lipca 2011
z weselnika...
Ślub za niecały miesiąc więc coraz więcej spraw mamy do załatwienia. W międzyczasie musiałam zrobić praktyki w szpitalu, stąd taka długa nieobecność na blogu. Nie chcę nawet wymieniać rzeczy, które jeszcze zostały nam do odhaczenia na długaśnej liście…ale spokojnie, bez stresu, jakoś zdążymy:) Z ostatnich nowinek mogę pochwalić się, że wreszcie ruszyliśmy tyłki na kurs tańca dla nowożeńców. Całkiem zabawne są takie zajęcia. Dzięki nim doceniłam poczucie rytmu Miśka. Uczymy się typowych tańców weselnych, jak się obrać, prowadzić itp. Co prawda z typową zabawą weselną nie mieliśmy nigdy problemu ale fajnie by było nauczyć się ładnie tańczyć walca angielskiego, który będzie naszym ‘pierwszym tańcem’. Nie mam pojęcia jak nam to wyjdzie, liczę na nasz wrodzony talent, wdzięk i grację ruchów:)
Jesteśmy na kursie…właśnie Misiek nadepnął mi na stopę… On: Kochanie, nasz pierwszy taniec musi wypaść idealnie… więc jak nadepnę ci na stopę zagryź zęby i tańcz dalej! :) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytuję
Medycznie
|